Witam nazywam się Aleksandra. Moja bardzo dobra znajomą potrzebuje pilnie pomocy. W zeszłym piątek piscila mi sygnał myślałam że chce się zemną skontaktować w mojej sprawie. Oddzwonilam ale ona odrzuciła połączenie, pomyślałam że się pomyliła. Lecz gdy po 10 minutach zadzwoniła telefon i usłyszałam jej drżący głos i płacz "Olcia, mój syn nie żyje Arek nie żyje". Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Boże dlaczego ten rok jest tak okrutny, najpierw zmarła bliska mi osoba a teraz to.
Gosia nie zdążyła się jeczsze pozbierać po równie tragicznej śmierci ukochanego a teraz to.
Arek miał 32 lat, młody pełen chęci do życia , wesoły. Zawsze potrafił rozbawić towarzystwo.
Wyjechał do pracy do Niemiec i tam zmarł nieoczekiwanie z niewiadomych nam jeczsze przyczyn.
Gosia chciała by bardzo sprowadzić go do Polski by spoczął wraz ze swoim ojcem, niestety koszta są ogromne. Gosię i jej rodzinę nie stać w tej chwili na sprowadzenie Arka do domu.Dlatego postanowiłam otworzyć akcje by wspomodz ja w tych ciężkich chwilach tyle na ile mogę i potrafię.
Liczę że znajdzie się wielu ludzi ,którzy razem ze mną ja wspomogą.
Sama osobiście przechodziłam przez taki dramat 10 lat temu gdy mój szwagier zginą w wypadku na terenie Holandii.